Sen

Wyrwana ze snu zaczęłam gładzić poduszkę w poszukiwaniu centymetrowego kamyka, który kilka sekund wcześniej uderzył mnie w głowę. Kamyka nigdzie nie było. Popatrzyłam na otwarte drzwi chatki, tam też nikt nie stał, choć byłam przekonana, że zobaczę w nich roześmianą pięcioletnią blond dziewczynkę szczerzącą swoje wybrakowane mleczaki. Córka gospodarzy od kilku dni przestała się mnie wstydzić i jeśli tylko nie szła do przedszkola stukała w drzwi drewnianego domku uparcie wołając moje imię. Podobno każdy chce być lubiany, ale biorąc pod uwagę jak angażująca była ta spoufałość wychwalam nieśmiało fakt, że zakoleżankowała się ze mną zaledwie kilka dni przed moim wyjazdem.
Nie, tym razem to jednak nie ona płatała figle.

Ostatnie urlopowe dni zachęcały, żeby po porannej toalecie zawijać się jeszcze na chwilę w kocykowy naleśnik. Zostawiałam wtedy drzwi szeroko otwarte, słuchając styczniowego świergotu ptaków na bananowej plantacji. Ale gdzie podział się ten kamyk?! Uczucie muśnięcia w głowę było tak wiarygodne, że nie chciało mi się wierzyć, że znowu zasnęłam, a wrażenie było tylko senną marą. Przerwany znienacka sen nie ulotnił się jednak od razu. Był na tyle abstrakcyjny, że usiadłam na łóżku, starając się zrozumieć sens tego co przed chwilą wydarzyło się w mojej podświadomości.

Byłam w podróży, w dziwnym miejscu (ot odmiana😉). W hostelu, który znajdował się w pustym kontenerze, takim jakie ustawia się jak lego na morskich transportowcach. Nie byłam tam sama. Były jeszcze dwie kobiety. Nie znam ich, ale było między nami jakieś silne poczucie połączenia. Każda siedziała wygodnie, niczym nieskrępowana na wielkiej dermowej pufie. Poczułyśmy nagle, że nasz kontener się unosi. Błogo wyłożone w miękkich siedziskach za chwilę zrozumiałyśmy, że zostałyśmy omyłkowo przeniesione na pobliską budowę. Majster operujący dźwigiem zaskoczony naszą obecnością w środku, uprzejmie przeprosił i za chwilę odstawił nas na poprzednie miejsce…Tylko, że ja już do niego nie pasowałam…

Atmosfera uległa totalnej przemianie. Każdy krzątał się wokół swoich zadań, ale ja nie miałam tam niczego “swojego” do zrobienia. Ewidentnie zbliżała się jakaś celebracja. Dookoła pełna mobilizacja nad dekorowaniem, pichceniem, organizowaniem… Nerwowo łapałam się za cudze obowiązki, w każdym z nich czując się nieporadna i nienaturalna.
Obca po prostu. Zaczęłam się zastanawiać co się stało z kontenerową błogością, z której jakaś siła ośmieliła się mnie wyrwać. I czy ta nieoczekiwana podróż zmieniła wszystko wokół, czy zmieniła zaledwie i aż mnie.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s